Ryōya Morishita opuszcza Ekstraklasę. Rusza na podbój Anglii


Ryōya Morishita żegna się z Legią Warszawa. Japończyk przeniósł się na Wyspy Brytyjskie, a jego nowym klubem został Blackburn Rovers

29 sierpnia 2025 Ryōya Morishita opuszcza Ekstraklasę. Rusza na podbój Anglii
Legia Warszawa / Mateusz Kostrzewa

Przygoda Ryōyi Morishity na boiskach PKO BP Ekstraklasy dobiegła końca. Japoński pomocnik opuścił szeregi Legii Warszawa, z którą to był związany od stycznia 2024 roku. 28-latek został zaprezentowany jako nowy zawodnik angielskiego Blackburn Rovers i podpisał umowę obowiązującą do końca czerwca 2028 roku. Na konto „Wojskowych” wpłynął przelew na kwotę 2.10 milionów euro.


Udostępnij na Udostępnij na

Nowy klub Morishity od lat znajduje się w gronie zespołów aspirujących o awans do Premier League. W ostatnich latach wielokrotnie „ocierali” się o możliwość gry w barażach, często kończąc sezon na miejscu nr 7 – zaledwie jedną lokatę niżej od tej, która gwarantowałaby udział w barażach. Postanowiono więc zainwestować w nowych graczy, dzięki którym skład zyskałby lepszą jakość. W gronie tym znalazł się także Ryōya Morishita, będący najdroższym zawodnikiem, który tego lata zakotwiczył na Ewood Park. Japończyk do tej pory reprezentował barwy Legii Warszawa.

Eskapada w nieznane

Przeprowadzka Morishity do Warszawy na początku wydawała się być jedną wielką niewiadomą. Piłkarz występował dotychczas wyłącznie na krajowych boiskach i nie miał żadnego doświadczenia z gry poza ojczyzną. Swoją karierę rozpoczynał w zespole Jubilo, natomiast od kwietnia 2016 bronił barw Meiji Uni. Spędził tam blisko 4 lata – jego kolejnym przystankiem było Sagan Tosu. W klubie, który zyskał popularność dzięki sprowadzeniu Fernando Torresa oraz Victora Ibarbo wytrwał niecały rok. Następnie grał w szeregach jednokrotnego mistrza Japonii, Nagoya Grampus – i to właśnie tam wypatrzyli go skauci Legii Warszawa. Popularny „Mori” przeniósł się do polskiej stolicy w styczniu 2024 roku na bazie rocznego wypożyczenia z opcją wykupu.

Legia była wtedy w grze o mistrzostwo Polski, w związku z czym przybycie gracza całkowicie nieobytego z realiami europejskiej piłki dla wielu wydawało się nierozsądne. Ekipa z Łazienkowskiej do prowadzącego w tabeli Śląska Wrocław traciła wówczas zaledwie 6 punktów, wobec czego kibice oczekiwali przyjścia graczy, którzy pomogą w zredukowaniu tej różnicy. Co więcej, po udanej pierwszej połowie sezonu z zespołem pożegnały się jego największe gwiazdy – Bartosz Slisz podpisał kontrakt z amerykańską Atlantą United, natomiast Ernest Muçi przeszedł do tureckiego Beşiktaşu. Naturalnym było więc myślenie, że dziura po ich odejściu załatana będzie piłkarzami podobnego kalibru. Na zastępców Polaka i Albańczyka Jacek Zieliński powołał kolejno Qëndrima Zybę oraz Ryōyę Morishitę.

Nowe otoczenie

Adaptacja Japończyka do warszawskich realiów zdecydowanie nie należała do najłatwiejszych. W swoim debiutanckim półroczu na placu gry znalazł się łącznie 15 razy – nie zdołał jednak ani strzelić gola, ani posłać choćby jednej asysty. Mimo powszechnej świadomości, że dla Morishity druga połowa sezonu 2023/2024 w znacznej mierze pełniła rolę okresu przejściowego, to i tak znaleźli się tacy, którzy zdążyli go skreślić. Inną wizję miał jednak Gonçalo Feio, który postrzegał go jako gracza stanowiącego olbrzymią wartość dodaną. Jak się później okazało, Portugalczyk się nie mylił.

Zbigniew Harazim / zbyszkofoto.pl

Era Samuraja

Sezon 2024/2025 zdecydowanie należał do „Moriego”. Pochodzący z japońskiej Kakagawy zawodnik wystąpił w łącznie 51 spotkaniach i pod względem liczb zaliczył swój najlepszy czas w karierze. Grał on na tyle imponująco, że w styczniu, niedługo przed zakończeniem jego wypożyczenia, postanowiono go wykupić. Operacja kosztowała Legię 500 tysięcy euro i niewątpliwie interes ten można uznać za kapitalny. Jako jedyny w kadrze „Wojskowych” mógł pochwalić się osiągnięciem „double-double” – biorąc pod uwagę wszystkie rozgrywki, Morishita do siatki trafiał aż 14-krotnie, a do tego 14 razy asystował. Kiedy było to konieczne, pomagał swoim kolegom również w momentach niezwykle trudnych. W arcyważnym pojedynku ćwierćfinałowym Pucharu Polski przeciwko Jagielloni Białystok zdobył dublet, a w rewanżowym starciu 1/8 finału Ligi Konferencji z Molde doprowadził do wyrównania stanu dwumeczu. Wkład Japończyka w grę Legii był absolutnie niezaprzeczalny.

Przed rozpoczęciem kampanii 2025/2026 od Morishity naturalnie oczekiwano podtrzymania dobrej formy, a być może nawet i jej jeszcze większą poprawę. Zakończyło się jednak na sporym zawodzie. Werwa, która drzemała w Japończyku jak gdyby uleciała, a jego występy zaczęły wyglądać coraz bardziej bezbarwnie. Miewał jednak swoje momenty. W spotkaniu przeciwko Banikowi Ostrawa, dzięki „zanotowaniu asysty” przy samobójczym trafieniu Karela Pojeznego, przybliżył „Legionistów” do awansu do kolejnej rundy eliminacji Ligi Europy, zaś w końcówce meczu z GKS Katowice „dobił” katowiczan strzelając na 3-1. Niemniej jego występy pozostawiały wiele do życzenia.

Szok i niedowierzanie

Tego, że Morishita wyprowadzi się z Warszawy w czasie letniego okna transferowego nie spodziewał się prawie nikt. Aż tu nagle, niczym grom z jasnego nieba, Łukasz Olkowicz z Przeglądu Sportowego Onet poinformował, że piłkarz pożegnał się z kolegami i zostanie nowym nabytkiem angielskiego Blackburn Rovers. A to, co jest w tym wszystkim najciekawsze, to fakt, że zaledwie kilka dni wcześniej władze klubu z Łazienkowskiej zapowiedziały „transferową rewolucję”. Raczej mało kto myślał, że składać się ona będzie ze sprzedażą filaru drużyny z ubiegłego sezonu.

Transakcja została ostatecznie dopięta, a „Mori” opróżnił swoją szafkę w szatni warszawskiej Legii. Po udanej przygodzie w Polsce Japończyk ruszył na dalszy podbój Europy, a jego nowym domem zostało mieszczące się w hrabstwie Lancashire niewielkie, liczące 120 tysięcy mieszkańców miasto Blackburn. 28-latek podpisał 3-letnią umowę, z opcją przedłużenia o kolejne 12 miesięcy. Do klubowej kasy przy „Ł3” wpłynęło nieco ponad 2 miliony euro, co oznacza ponad 1.5 miliona euro zarobku.

Pożegnanie z domem

Morishita wielokrotnie powtarzał, że w Polsce czuje się jak w domu. Integrował się z lokalną kulturą, uczył się historii, próbował potraw polskiej kuchni. Nie raz podkreślał, że jest niezwykle zadowolony z decyzji o przeprowadzce do Warszawy. O swojej sympatii do ówczesnego domu otwarcie opowiedział w wywiadzie dla Przeglądu Sportowego:

Czasami czuję się bardziej Polakiem, niż Japończykiem. Gdy wróciłem ostatnio do Warszawy, czułem się bardzo komfortowo. Pierwszy raz pomyślałem, że to tak jakby moje rodzinne miasto. Niesamowite uczucie, serio, zakochałem się w Warszawie

Wszystko co dobre, kiedyś się kończy i tym oto sposobem końca dobiegł również pobyt „Moriego” w kraju nad Wisłą. O rozdziale pt. „Legia Warszawa” na pewno prędko jednak nie zapomni, bowiem w zespole Rovers będzie dzielić z Yurim Ribeiro. Obaj zawodnicy grali wspólnie w zespole „Wojskowych” w rundzie wiosennej sezonu 2023/2024, po zakończeniu której Portugalczyk opuścił jego szeregi.

Konnichiwa, Blackburn!

Morishita przenosi się do Blackburn Rovers jako ósmy, a zarazem najdroższy transfer letniego okienka w ich wykonaniu. Do zespołu „niebiesko-białych” trafili również m.in. Sidnei Tavares z portugalskiego Moreirense czy Axel Henriksson ze szwedzkiego GAIS. W gabinetach trzykrotnego mistrza Anglii wierzą, że po latach marazmu Premier League ponownie zawita na Ewood Park.

Po trzech kolejkach kampanii EFL Championship drużyna kierowana przez Valériena Ismaëla zajmuje 16. miejsce w tabeli. Wygrała zaledwie jeden mecz, ale za to w bardzo efektownym stylu – Rovers pokonali na wyjeździe Hull City wynikiem 3-0. Jak wiadomo, sezon się dopiero rozkręca, dlatego ekipa Blackburn najpewniej z czasem poprawi swoją formę.

A jak można oceniać szanse Morishity na regularną grę? W trzech pierwszych meczach ligowych skrzydła obsadzone były przez Augustuso Kargbo i Ryana Hedgesa. Co jak co, obaj prezentują dość przecięwejście w nowy sezon. Hedges miał swój przebłysk we wspomnianym triumfie z Hull City, kiedy to strzelił gola i asystował – lecz poza tym nie pokazuje nic specjalnego. Kargbo również posłał ostatnie podanie w starciu z „Tygrysami”, ale i w jego przypadku nie można powiedzieć, że trwającą kampanię rozpoczął wystarczająco efektownie.

Szansę na debiut Japończyk będzie mieć już 30 sierpnia – Blackburn Rovers podejmą u siebie Norwich City. Dla „Moriego” będzie to również kolejna okazja, aby spotkać kolegę z szatni przy Łazienkowskiej – bramki drużyny „Kanarków” broni Vladan Kovačević.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze